W poszukiwaniu wartości

By admin

Marzec 21, 2018 Wartość i cena No comments
Tagi:

Ekonomiści chcą czegoś więcej, niż może dać tak zw. prawo podaży i popytu. Szukają oni niemal od samego powstania teorii tego, co w języku angielskim nazywa się „ultimate standard of value“, co na język niemiecki tłumaczy się przez „der letzte Massstab des Güterwertes”, a co niezupełnie ściśle można na nasz język przetłumaczyć przez „ostateczny miernik wartości”. Chodzi tu o znalezienie czynnika, który wartość różnych przedmiotów ostatecznie określa w różnych jej przejawach.

Można stanąć na gruncie tej lub innej teorii. Można dojść do wniosku, że żadna z nich w sposób krańcowy nie da się przeprowadzić, że trzeba dążyć do ich pogodzenia. Czy staniemy na stanowisku bardziej skrajnym, czy też dojdziemy do eklektycznego rozwiązania, to już sprawa późniejsza. W tej chwili należy stwierdzić, w jakiem znaczeniu wykluczonym jest mierzenie wartości, o jakim „mierniku” nie może być mowy.

Otóż wykluczonym jest mierzenie w zwyczajnym znaczeniu wyrazu, tak, jak je pojmuje fizyka. Mierzymy ciężar, długość, pojemność, ciepło, twardość i cały szereg innych fizycznych właściwości przedmiotów. To znaczy, że stwierdzamy istnienie pewnej określonej właściwości różnych przedmiotów, właściwości jednorodnej, np. fakt, że przedmioty mają pewną pojemność, zajmują pewne miejsca w przestrzeni. Przyjmujemy dalej dowolnie obraną ilość jako jednostkę miary, np. metr kubiczny. Wtedy obliczamy, ile interesujący nas w danej chwili przedmiot, np. kocioł, cysterna itd. zawiera w sobie metrów kubicznych. Miara fizyczna w swoim zastosowaniu daje wynik ilościowo ściśle określony, jest miarą bezwzględną. Przedmiot jakiś ma taką a taką długość, pojemność, twardość itd. Tymczasem ci pisarze, którzy nawet najbardziej są skłonni do stosowania jakichś obiektywnych kryteriów wartości, nie twierdzą, że proponowany przez nich miernik znajduje zawsze bezwzględne zastosowanie.

Oto np. twierdzenie, że wartość różnych przedmiotów mierzy się kosztem ich produkcji. Nie zastanawiajmy się w tej chwili nad tym, czy „koszt produkcji” jest czymś dostatecznie jednorodnym, by mógł służyć jako miara wartości. O co innego tu chodzi. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że wartość przedmiotów jest ostatecznie określona przez koszt produkcji, że koszt produkcji jest tym poziomem, do którego, ä la longue, musi się dostosować wartość. Przyznają jednak, że mogą być, i nawet muszą, odchylenia w jednym lub drugim kierunku. Czasami cena danego przedmiotu jest wyższa od kosztów produkcji, czasami jest od nich niższa. Koszt produkcji jest tym kresem, do którego dąży wartość, około którego oscyluje. Z czymś podobnym nie mamy do czynienia przy mierzeniu fizycznym. Miara fizyczna w każdym momencie znajduje swoje zastosowanie w sposób bezwzględny, bez żadnych odchyleń.

Już ta jedna okoliczność wskazuje, że czym innym jest miara długości, pojemności itd., a czym innym jest miara wartości. Chcąc się wyrazić ściślej, trzeba by, zamiast wyrażenia „ostateczny miernik wartości”, użyć wyrażenia: „czynnik, który ostatecznie, na dłuższą metę, określa wartość przedmiotów”. Wyrażenie to jest bardziej ostrożne, ale też mniej jasne.

Wszelako w jednym wypadku mogłaby być mowa o mierzeniu wartości, zbliżonym do mierzenia fizycznego. Oto wtedy, gdyby wartość była jakąś substancją, tkwiącą w przedmiotach. Wtedy przyjęlibyśmy za podstawę dowolnie obraną jednostkę tej substancji, i według niej mierzyli wartość. Usiłowania w tym kierunku idące zna historia doktryn ekonomicznych. Ta grupa teorii wartości odbiega daleko od innych. Gdyby ona była oparta na trwałych podstawach, to wówczas nasz problem byłby rozwiązany w sposób zupełnie ścisły. Że jednakowoż naszym zdaniem ona wykracza poza rzeczywistość, należy już teraz się zająć tą teorią, by wyeliminować z dalszych dociekań pierwiastki, zupełnie nieproduktywne.